piątek, 23 września 2016

Podobała mi się "Balladyna"?! recenzja

Balladyna jest pierwszą od czasów "Mikołajka"  lekturą, którą przeczytałam całą i mnie nie znudziła, a wręcz przeciwnie. Podobała mi się. Zakładając bloga, nie myślałam, że napiszę recenzję o lekturze, a już na pewno takiej, która mi się podobała, a to nie lada wyczyn.

Cała Balladyna napisana jest jak scenariusz, co zdecydowanie przyśpieszało mi czytanie.
Brak opisów został zastąpiony dialogami, które były pełne emocji. Jako pasjonatka teatrów, filmów i ogólnie aktorstwa czytanie takiego scenariusza było bardzo przyjemne i przyznam się, że każdą wypowiedź czytałam sobie w głowie, udając, że tworzę inscenizację tego momentu. Miałam przy tym mnóstwo zabawy. Oto pierwszy plus!

Lektury od zawsze były narzuconymi mi książkami i podobały mi się tylko jeżeli wcześniej przeczytałam je sama albo kiedy w klasach 1-3 nie czytałam prawie nic oprócz lektur.
Historia opowiada o Balladynie i jej siostrze Alinie, które podczas konkursu malinowego walczą o rękę księcia Kirkora. Jednak lenistwo Balladyny nie służy jej podczas konkurencji i postanawia zająć się przewagą siostry w inny sposób. To, co zrobiła, odbija piętno na jej psychice i czole. Jednak ostatecznie dowiodła swego i to ona została żoną Kirkora. Następnie wszystko idzie jak w dominie. Jedno wydarzenie skutkuje następnym, a Balladyna zbiera co raz więcej złych decyzji, jednak nie martwi ją to, bo w ostateczności tylko ona o tym wie. Kiedy udaje jej się dojść do władzy dzieje się coś bardzo losowego. Balladyna sądzi jako królowa i wydaje trzy wyroki śmierci, na siebie samą. Ale nikt nie udowodni jej winy. Jedynie los jest przeciwko niej. Czy zwycięża on, czy zła królowa?  Tego można dowiedzieć się, tylko czytając „Balladynę” lub szukając spoilerów. Osobiście bardziej polecam pierwszą opcję. Książka ma nie całe 140 stron, więc zakładam, że większość z Was przeczytałoby ją w jeden wieczór. Ja sama pożarłam ją w dwa wieczory, ale to tylko dlatego, że czytałam na telefonie i przywiązywałam dużą miarę do szczegółów na test.


Co do bohaterów, to bardzo lubiłam Wdowę, Alinę, Kirkora, Goplanę i ... Balladynę. Tak, tak! Tą samą Balladyna złą królową, fałszywą egoistkę. Jest drugim ciemnym charakterem, jakiego polubiłam, więc brawa dla Juliusza Słowackiego!
Fabuła była ciekawa, postacie dobrze rozrysowane, a język jak na czas, a którym została wydana książka bardzo przystępny dla odbiorcy w moim wieku.
Co tu się rozwodzić. Ci nasi Polacy coś jednak potrafią, skoro mnie do recenzji lektury popchnęli. Jeszcze raz wielkie gratulacje dla Słowackiego! 

Ocena książki:
7/10

6 komentarzy:

  1. Sama "Balladyna" średnio mi się podobała, ale ta okładka jest przepiękna! Fabuła była ciekawa, ale czytanie dramatów to dla mnie prawdziwy... dramat!

    http://czytam-ogladam-recenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka jest śliczna, szkoda, że ta z książki (przynajmniej tego wydania, które ja miałam) nie jest tak ładna.

      Usuń
  2. Dużo osób lubi Balladynę, więc nie ma co się dziwić.
    Co do okładki, genialna...nieźle się wydawnictwo namyślało...
    Co do autora, klasyk przerasta epoki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardziej zadziwia mnie fakt, że to lektura i mi się spodobała.

      Usuń
  3. Ja kocham dramaty, ale "Balladyna" wydaje mi się jednym z najsłabszych jakie czytałam. Najlepsze są zdecydowanie "Dziady" Mickiewicza. Fajnie, że podobała Ci się Goplana - to również moja ulubiona bohaterka ze wszystkich postaci Słowackiego. No jest budowana w oparciu o mitologię słowiańską (demonologię) - kolejny plus. Jeśli podobają Ci się takie magiczne klimaty to myślę, że II cz. "Dziadów" też przypadnie Ci do gustu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie podobały mi się "Dziady". "Balladyna" zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu, ogólnie nie przepadam za dramatami, dlatego zaskoczyło mnie to, że mi się podobała.

      Usuń